Disney Book TAG

Witam!

Jakże szybko ten czas ucieka, prawda? Jeszcze nie tak dawno leniłam się na majówce(znaczy się-zbierałam siły), a tutaj już zaczęły się wakacje(piszę tego posta zdecydowanie za długo.)

Mam także nadzieję, że pojawią się tutaj stali czytelnicy, którzy będą mnie dzielnie dopingować :)

Przygotowałam dla Was połączenie dwóch uwielbianych przeze mnie rzeczy-książek i Disneya. Znalazłam ten TAG jakiś czas temu i od razu wiedziałam, że muszę to napisać. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Podobny obraz



1. "Mała syrenka"-bohater, który marzy o innym świecie.

Mam wrażenie, że to częsty motyw, zwłaszcza w literaturze młodzieżowej. W sumie to czy jest ktokolwiek na tym świecie, który nie chciałby od czasu do czasu czegoś nowego, innego?
(Mam wrażenie, że piszę rozprawkę, tutaj powinnam postawić tezę...)
W biblioteczce od razu wyskakuje mi seria "Delirium" Lauren Oliver. Pasuje? Jak najbardziej. Typowa młodzieżówka, w której główni bohaterowie nie zgadzają się z systemem i pragną nowego ładu. Czyta się całkiem przyjemnie, chociaż moim zdaniem trochę zalatuje przeciętnością. Wiecie, pomysł był ambitny, a wyszło jak zawsze.
Następne: "Piąta fala" Ricka Yancey'a -no tutaj to ze względu na postapokaliptyczną tematykę to marzenia o zupełnie nowej rzeczywistości są całkowicie zrozumiałe. Ta seria to już ciut wyższy-moim zdaniem-poziom, ale nadal nie porywa aż tak, jakbym chciała.
Widzę jeszcze "Legendę" Marie Lu...niezłe, ale wciąż mam wrażenie, że te wszystkie trzy wymienione przeze mnie tytuły to ciągle to samo spojrzenie na problem. I niby czyta się dobrze, czasem nawet udaje się wzruszyć, roześmiać, ale...nie potrafię wskazać książki, która spośród nich w jakiś sposób by się wybijała ponad inne. Jakieś propozycje?
 
 
Podobny obraz
 
 

2. "Kopciuszek"-bohater, który przechodzi metamorfozę.

Czy mogę pobawić się w lekcje języka polskiego?...Dziękuję, wiem, że chcecie.
Spójrzmy, moi drodzy, na romantyzm, epokę uczuć, serca i marzeń. Znajdziemy tutaj całą masę bohaterów przechodzących wewnętrzną przemianę, co jeden to lepszy. Co prawda, żaden z nich nie biegał w szklanych pantofelkach, ale myślę, że to niewielka strata.
Zacznijmy może od "Kordiana". Owego tytułowego bohatera poznajemy jako wrażliwego młodzieńca, pogrążonego w rozpaczy przez nieszczęśliwą miłość. Jednakże w wyniku różnych zdarzeń facet w końcu poznaje się na kobietach i znajduje sobie zupełnie inne zajęcie-poświęcenie dla ojczyzny. i chwała mu za to!
Podobnie rzeczy się mają w III części "Dziadów" starego dobrego Mickiewicza. Tutaj mamy Gustawa, romantycznego kochanka stającego się bojownikiem o sprawę narodową. To klasyczny przykład przemiany bohatera.
Na koniec przywołam jeszcze Jacka Soplicę z arcydzieła literatury polskiej "Pana Tadeusza", który przemienia się aż dwukrotnie-najpierw z oddanego, wiernego zasadom przyjaciela w zabójcę, a potem- a jakże by inaczej- w prawdziwego patriotę.
Podsumowując, wnioski są dwa: romantyk zmiennym jest, a kobiety prowadzą do patriotyzmu.
Dziękuję za uwagę, koniec lekcji po mojemu.
 
Podobny obraz
 

3.  "Królewna Śnieżka"-pierwsza przeczytana książka.

Och, słodkie wspomnienia z dzieciństwa. ten okres, kiedy na czytanie miałam masę czasu. Rozwodzić się na ten temat nie będę, bo wymienione przeze mnie powieści pewnie wszyscy znają.
Czytałam-klasycznie już trochę-serię o pewnym młodym czarodzieju. Byłam w nim kompletnie zakochana(miałam nawet plakat z filmu nad łóżkiem, naprawdę) i na zawsze pozostanie w moim sercu sentyment do tych książek.
Z czasów moich czytelniczych początków pamiętam jeszcze "Hobbita" i "Władcę pierścieni", przeczytane przeze mnie we wczesnej podstawówce. Te pozycje mocno ukształtowały mój późniejszy gust literacki i do dzisiaj jestem fanką Tolkiena.
(Jakby nie patrzeć, zostałam Hobbitem)
Dodam jeszcze, jakby ktoś się zastanawiał-połączyłam książkowy pierwszy raz z "Królewną Śnieżką", ponieważ jest to pierwszy pełnometrażowy animowany film Disneya.

 
Znalezione obrazy dla zapytania Spiąca królewna 
 

4. "Śpiąca królewna"-książka, nad którą zasnęłam.

Pierwsze, co mi na myśl przyszło-podręcznik od matmy. Naprawdę, dosłownie zasnęłam z twarzą na zadaniach z wielomianów. Przeżycia niezapomniane.

Właściwie rzadko czytam nudne książki, jakoś tak intuicyjnie dobieram sobie lektury, które mi się podobają. Poza tym nawet jak tekst jest słaby, ja muszę go przeczytać, nie umiem zostawić tak bez zakończenie, po prostu nie potrafię. Jednak znalazło by się kilka powieści, które zdecydowanie są dobrymi usypiaczami. Pamiętam, że nie potrafiłam przebrnąć przez "Kapłankę w bieli" Trudi Canavan. Powieść pokaźnych rozmiarów, którą przeczytała jedynie do połowy, bo była to dla mnie męczarnia i nawet nie pamiętam dokładnie o czym była (ALE POTEM JEST FAJNIEJ I LUBIMY TEGO TKACZA SNÓW, BO TAK. ~Araxara). To właśnie ten jeden raz, kiedy złamałam zasadę doczytywania. A tutaj mamy recenzję tej książki: *klik!*

Do tego muszę dodać "Kronikę wypadków miłosnych", której to uniknąć nie mogłam. Jakże mnie ta książka mogła nużyć! Dostrzegam w niej zalety, całkiem interesującą tematykę, nawet przyjemny język. Jednak dla mnie była do niemiłosierna tortura, kompletnie nie moje klimaty.

(Dla niezorientowanych- powieść opowiadająca o pierwszej miłości nastoletniego Witka)


Znalezione obrazy dla zapytania Król lew

5."Król lew"-książka z członkami rodziny królewskiej.

Dobra, nie mam zielonego pojęcia, idziemy dalej.
Żarcik.
O ile dobrze pamiętam, ważną rolę odegrała rodzina królewska w "Kronikach wojen duszków" Herbie Brennan. Tak, wiem, jak brzmi ten tytuł. Treść jest taka sama, czyli lekko zabawna, trochę naiwna i mocno dziwna. Mamy tam dwa różne światy, jeden zwyczajny, drugi fantastyczny, przenikające się nawzajem.

Tak trochę inne podejście-"Królowa lata" Melissy Marr, czyli wojujące między sobą dwory należące do władców pór roku. Do tego zdecydowanie niebajkowe, a mocno niepokojące wróżki. Seria interesująca, wypełniona magicznymi stworzeniami. I taka właśnie jest-magiczna.

Jako że źle bym się czuła, podając tylko dwa przykłady oto i trzeci-"Pieśń lodu i ognia". Seria znana, chociaż może bardziej popularna jest jej serialowa adaptacja. Szczerze powiedziawszy, ja nie obejrzałam ani jednego odcinka, ale książki wielbię, Martin jest moim mistrzem. Kocham to jak złożony jest jego świat i bohaterowie.
 
(Kocham tę piosenkę)
 
 
Znalezione obrazy dla zapytania piękna i bestia animowana
 

6. "Piękna i bestia"-książka, której niepotrzebnie się obawiałam.

Chyba całkiem sporo takich książek przeczytałam. Lubię od czasu do czasu sięgnąć po kompletnie nieznany tytuł i zawsze jest przy tym pewna obawa, bo wiem, że jak zacznę to nawet jak będzie okropny to i tak zmuszę się do skończenia. Niejednokrotnie też lektury, do których podchodziłam z nastawieniem "o Boże, to będzie straszne" mile mnie zaskakiwały.
Na początek może "Zabójca z miasta moreli" Witolda Szabłowskiego-jest to coś zupełnie innego, różniącego się od tego, co czytam zazwyczaj. Są to-uwaga-reportaże z Turcji, które poleciła mi bibliotekarka. Byłam do tego pomysły sceptycznie nastawiona, bo jak to tak, przecież reportaże są nudne. Myślałam, że nie wytrzymam i będę potrzebować przerw na czytanie czegoś "normalnego". Oj, myliłam się. Lektura okazała się bardzo wciągająca, wręcz fascynująca i bardzo pouczająca. To jedna z tych pozycji, które poszerzają horyzonty.
Albo na przykład takie "Życie Pi", również polecane przez bibliotekarkę. Przecudowna, mądra powieść, myślę, że również całkiem znana, więc myślę, że nie będę się o niej rozpisywać. Po prostu-przeczytajcie, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.
Właściwie to mogłabym też umieścić w tej kategorii wiele lektur, takich jak "Mistrz i Małgorzata" czy "Zbrodnia i kara". Uważam, że lektury są ogólnie mocno demonizowane i tak naprawdę to nie jest aż taki wysiłek, żeby przez nie przebrnąć. A przynajmniej przez większość.
 
 
Znalezione obrazy dla zapytania walle

7. "WALL·E"-czyli najlepsze postapo świata.

(Okay, zdaję sobie sprawę, że ten film to dzieło nie tylko studia Disney)
Czytanie postapokaliptycznych opisów to mój ulubiony sposób na relaks, naprawdę. Przerobiłam-tak myślę-sporo książek o takowej tematyce, więc możliwe, że ten podpunkt ciut się wydłuży.
Wybrałam serie, które może fachowo nie zawsze są zaliczane do postapo, pojęcia nie mam, ale takie, które choć trochę się ocierają o temat wizji świata w przyszłości. Jako że większość tych wizji nie ma w sobie nic z idylli, możemy przyjąć, że mają miejsce po jakimś dramatycznym wydarzeniu.
  1. "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins
  2. "Jutro" John Marsden
  3. "Eve" Anna Carey
  4. "Opowieść Penryn o końcu świata" Susan Ee
  5. "Niezgodna" Veronica Roth
  6. "Deklaracja" Gemma Malley
  7. "Dziewczyna, którą kochały pioruny" Jennifer Bosworth
  8. "Partials" Dan Wells (Dan to dla mnie automatycznie Dan Reynolds xD)
  9. "Dotyk Julii" Tahereh Mafi
  10. "Mroczne umysły" Alexandra Bracken
  11. "Legenda" Marie Lu
  12. "Świat po wybuchu" Julianna Baggott
  13. "Delirium" Lauren Oliver
  14. "Piąta fala" Rick Yancey
  15. "Lot 305" A.G. Riddle
  16. "Intruz" Stephenie Meyer
  17. "Wróg" Charlie Higson
  18. "Metro 2033" Dmitry Glukhovsky
Uff, to chyba by było na tyle. Rozpisywać się nie będę, bo to materiał na cały post(chcielibyście taki?), ale macie taką króciutką listę książek, serii, które choć trochę pasowały mi do tego tematu.

Znalezione obrazy dla zapytania mulan

8. "Mulan"-bohater-wojownik.

Postanowiłam poszukać takich typowych wojowniczych postaci, co to na wojnę wyruszają z mieczykiem, względnie łukiem, magię mając jedynie za dodatek.
Dobra, pominę Tolkiena i Martina, to takie oczywiste.
Idealnym przykładem jest seria "Zwiadowcy" Johna Flanagana, której jedynym mankamentem jest to, że skierowana została dla ciut młodszych czytelników. Nie znajdziecie w niej przekleństw, opisów libacji alkoholowych ani krwawych starć. A mogło być tak fajnie.
(Za to znajdziemy to i wiele więcej w starym poczciwym "Wiedźminie", wiadomo klasyka gatunku)
Zdaję sobie sprawę, że bohaterowie "CHERUBA" Roberta Muchamore mieczami się mimo wszystko nie posługują, ale wojowniczości im odmówić nie można. Seria o dziecięcych szpiegach to spełnienie hobbicich marzeń z najwcześniejszych lat, kiedy to nałogowo oglądałam "Odlotowe agentki". Prawdę powiedziawszy moja pierwsza pisarska próba w wieku około lat ośmiu była opowiadaniem o agencji szpiegowskiej(Niestety, nie zachowała się żadna kopia. A podobno rękopisy nie płoną!) Cóż mogę rzec(napisać)-polecam!
O, wiem, co zasługuje na honorowe miejsce-"Pan lodowego ogrodu" Jarosława Grzeędowicza(recenzję również znajdziecie u Araxary)! Kocham całym serduszkiem wszystkie części i duma mnie rozpiera, że to polskie dzieło, według mnie-niestety!-niedoceniane należycie.

(Tę też kocham)
 
Podobny obraz
 

9. "Kraina lodu"-bohater, którego supermoce chciałabym posiadać.

Ooo, a gdyby tak mieć supermoce... Wyobrażacie sobie? Co by to było? Jest tyle możliwości...
Jedną z moich ulubionych książek z tym motywem jest "Dotyk Julii" Tahereh Mafi. Sama główna bohaterka, zabijająca dotykiem...Dobra, tej mocy bym mieć nie chciała, bądźmy szczerzy, nawet jakbym nauczyła się nad nią panować. Ale taką niewidzialność, czy telekinezę z chęcią bym przyjęła. Właściwie to mając do dyspozycji wszystkie talenty wymienione w całej serii to wybór mam duży.
Coś mniej klasycznego? "Gone" Michaela Granta. Tutaj nie ma superbohaterów, jest tylko grupa dzieciaków, która próbuje przetrwać. Tutaj znalazłam cały spis ich mocy: *klik!*

Nie mogę nie wspomnieć o "Malfetto", gdzie znowu mamy do czynienia z całą masą osób obdarzonych magicznymi mocami. W tej serii posiadanie nienaturalnych zdolności połączone jest ze społecznym wykluczeniem, piętnem, pozostałym po epidemii. Jest powodem do nienawiści. Najbardziej podoba mi się to co potrafi robić główna bohaterka-tworzy realistyczne iluzje, wyciągając z umysłów przeciwników najgłębiej skrywane lęki. Można by powiedzieć, że jej siłą jest wyobraźnia.
 (Ta też jest niezła)
 
Podobny obraz

10. "Herkules"-książka z mitologią w tle.

Bardzo lubię wszelakiego rodzaju mitologie, ale szczerze powiedziawszy mam z problem z przywołaniem książek o tej problematyce. Na myśl przychodzi mi tylko seria o Percy'm Jacksonie, młodym półbogu, stawiającym czoła przeróżnym potworom. Przyjemnie się to czyta i zdobyć można przy tym ciekawe informacje o mitologii greckiej i rzymskiej. Jedynym minusem jest dla mnie to, że seria wydaje się skierowane dla troszkę młodszych ode mnie czytelników, tak około 13 roku życia, bym powiedziała. Chociaż trudno mi to ocenić, więc myślę, że i starszym może się podobać.

Przypominam też sobie "Sekrety nieśmiertelnego Nocholasa Flemela"-też coś cudownego, o ile pamiętam to obok postaci historycznych pojawiają się tam różni bogowie i to chyba nawet nie tylko greccy. Głowy sobie uciąć nie dam, niemniej doskonale pamiętam, że bardzo mi się seria podobała. Dla mnie była czymś zupełnie nowym i bardzo interesującym.

Znalazłam także "Dziewięć żyć Chloe King", książkę, której prawie nie pamiętam, po czym wnioskuję, że była słaba. Jednakże, co ciekawe, wiele  zawartych w niej motywów opartych jest na mitologii egipskiej. Zresztą, jak wskazuje na to tytuł, znajdziemy w niej*uwaga, werble*...koty! Jak coś jest związane z kotami to nie może być aż tak złe.



To by było na tyle, jeśli chodzi o ten post. Jeszcze nie wiem, co umieszczę w następnym, ale jeśli macie jakieś pomysły to chętnie się z nimi zapoznam. :)

Pisząc tego posta czułam się jak na rozprawce-niby setki przeczytanych książek, ale jak trzeba to nic nie pasuje. Trochę smutne jest to, że pamięć ludzka bywa taka krótka, ponieważ przeglądając konto na LubimyCzytać zauważyłam, że czasem nawet nie kojarzę książek z półki "przeczytane". Albo po prostu to moja pamięć jest taka słaba. :)
 
Do następnego posta!

Komentarze

  1. W Nicolasie to nie rzymscy bogowie byli? (Tam ten w posąg przez babcię zaklęty XD) A kij w sumie wie, nigdy serii nie skończyłam, bo kurczę "Nekromanty" w biblio nie mieli. :P A szkoda. [*]
    TAK, KOCHAM PLO. KOCHAJCIE ZE MNĄ, BO JAK NIE TO FOCH.
    Ej, "Kroniki wojen duszków" to ty szanuj. :V Pyrgus love, pamiętaj.
    O właśnie, ja miałam Kapłankę kiedyś skończyć. XD

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz